wtorek, 6 listopada 2012

Białe Spagetti by Me




Przed wyjazdem do sanatorium nie zdążyłam umieścić kilku potraw, które przygotowałam. Czas nadrobić zaległości!

Zapraszam na Białe Spegetii - ulubione danie (przygotowane przeze mnie) mojej tajskiej koleżanki Warunee. Nie będę ukrywać, że kiedy mieszkałyśmy razem zazwyczaj to Warunne lub Al gotowały - obie są mistrzyniami w kuchni. Ja okazjonalnie tylko coś przygotowałam. Strasznie brakuje mi ich kuchni... Obiecuję już nie długo przygotować coś tajskiego :-)





Wróćmy do spagetii. To najszybsze danie świata. Oczywiście, gdyby rodowity Włoch zobaczył co nazywam spagetii pogoniłby mnie kijem i krzyczał "Dziewczyno! Czy Ty chociaż na zdjęciu widziałaś Pastę!"


Aby ugotować spagetii według mojego przepisu potrzebujemy:

1 cebulę
10-16 pieczarek
zieloną pietruszkę
śmietanę 12% lub 18%, jak kto woli

makaron

sól
pieprz






Zaczynam od dokładnego umycia pieczarek. Zostawiam je w durszlaku, aby wyschły. Obieram cebulę, a następnie ją kroję w drobną kostkę. Wrzucam na patelnie i podsmażam na małym ogniu. Smażę na małym ogniu, aby dać sobie czas na pokrojenie pieczarek - drobną kostkę.  Pieczarki można obrać, ale nie trzeba - mi zazwyczaj się nie chce i kroje je bez obierania. Dlatego dokładnie je myję.





Kiedy cebula nabierze złotego koloru na patelnię dodaję pokrojone pieczarki. Wszystko razem smażę. Dodaję soli i pieprzu do smaku. 

Wstawiam wodę na makaron, kiedy woda wrze wrzucam makaron. Długość gotowania zależy od tego co, kto lubi. Ja lubię lekko twardy.



Kiedy pieczarki zmienią kolor, nie są już surowe, dodaję śmietanę - całe małe opakowanie. Mieszam wszystko i dodaję zieloną pietruszkę. Najlepiej jest dodać świeżą, ja zapomniałam kupić i żyłam natkę, którą ususzyłam latem.





Mieszam wszystko razem, aż śmietana zacznie bulgotać. Cały czas mieszam sos, aby się nie spalił. Sos już jest gotowy!




Smacznego! ;-)

Backastage no 1; filmujemy gotowanie!



W ostatnich dniach października nakręciliśmy cztery pilotażowe odcinki filmowego "To Co Jem!". Mój wyjazd do sanatorium wydłuża czas postprodukcji, niestety. Ale już dziś prezentuję pierwszą odsłonę zaplecza realizatorskiego :-)

Przedstawiam Kasię, która przyrządziła przepyszne krewetki! Młodzieniec obok niej, to Nikodem - nie znosi krewetek, jednak uwielbia kamerę!



Oto ja! Kiedy Kasia gotowała, ja pilnowałam by kieliszki z winem były pełne ;-)



Próbowaliśmy przekonać Nikodema, że krewetki są pyszne. Wybrał bagietkę :-) Pan w czerwonej bluzie to mój tata i nasz operator w jeden osobie. Kiedy krewetki były gotowe uciekł zza kamery, by zjeść co nieco, zanim wszystko pochłoniemy podczas "degustacji przed kamerą". Mężczyzna przytrzymujący Nikodema to Wiktor - na Wiktora spadła czarna robota... np. wycieczka do sklepu po czosnek, kiedy go zabrakło ;-)




Na zdjęciach nie prezentuję największej smakoszki krewetek! Ją poznacie dopiero w premierowym odcinku "To Co Jem!" :-)

poniedziałek, 5 listopada 2012

EKSPERYMENT - no 4; weekendowe disco!






Sobotni wieczór. Restauracja Teatralna. Minęła dziewiętnasta, sala restauracji jest pełna. Pary dosiadają się do nieznanych sobie ludzi. Większość osób piję herbatę, wino lub kolorowego drinka. Mało kto je posiłek, a menu pełne jest staropolskich pyszności - jak kołduny w barszczu, żurek, kotlet schabowy z zamarzaną kapustą i mnóstwo innych dań. Sala restauracji jest duża, na jej wejściu jest szatnia płatna 2 złote od płaszcza, naprzeciw toaleta płatna złotówkę.

W restauracji panuje charakterystyczna atmosfera. Powietrze nie pachnie jedzeniem. Kelner bez zdziwienia przyjmuje zamówienia ograniczające się do dwóch herbat. W pierwszym rzędzie stoją cztery stoliki z karteczką rezerwacji. Przed dwudziestą w Teatralnej zaczyna być tłoczno, zarezerwowane stoliki już nie stoją puste. Do jednego z nich siada dwóch mężczyzn w wieku około trzydziestu lat. Twarze obydwóch są uśmiechnięte, jednak mimo uśmiechu sprawiają nie przyjemne wrażenie. Obaj ubrani w "odświętne dresy". Jeden jest zdecydowanie lepiej ubrany, jego czarny dres jest perfekcyjne wyprasowany, chyba nawet krochmalony! Oboje głowy mają pozbawione włosów. Ich twarze nie skażone myśleniem są przerażające. Panowie uważnie obserwują salę. 

Dwóch muzyków zaczyna grać na klawiszach i śpiewać. Prawie wszyscy goście restauracji natychmiast wstają i udają się na środek sali. To nie źle rozmieszczone stoliki zostawiły zbyt dużo przestrzeni na środku sali.  Na środku sali Teatralnej znajduje się parkiet, obecnie pełen roztańczonych par. Trudno ocenić czy tańczące pary około sześćdziesiątki to nadal zakochane małżeństwa, kochankowie ukrywający się w sanatorium, czy nowo poznani kuracjusze. Panowie w średnim wieku bez wahania łapią Panie w średnim wieku za pośladki, obśliniają im szyje. Co śmielsi wkładają Partnerką języki do ust. Tańczący tłum sprawia wrażenie trzeźwego, w powietrzu nie unosi się zapach alkoholu, a uczestnicy zabawy bawią się jakby świat nie istniał, jakby byli pijani nie do przytomności. Bezwstydu!

Tuż obok bezwstydnych par tańczą gentelmani i damy. Osoby w po siedemdziesiątce, po osiemdziesiątce. Emeryci, którzy przed południem w salach zabiegowych skarżą się na bóle nóg, kręgosłupa, głowy, wszystkiego. Przed południem wszystko ich boli. Kiedy są w swoich rodzinnych stronach jedną nogą stoją we własnych grobach. Starość ich dogoniła. Ale w Teatralnej to oni górują. Starcy oszukali starość. Ból kości został przed drzwiami i cierpliwie czeka na deszczu. Zaczyna się drugi taniec. Druga piosenka. Staruszkowie niczym w czasie swojej młodości lewą ręką delikatnie obejmują damy w tali, prawą rękę wyciągają delikatnie w bok by prowadzić partnerkę w tańcu. W pozycji bliskiej walcowi. Tańczące starsze pary uśmiechają się z gracją do siebie, szepczą miłe słówka. Komplementy.
- Jest Pani doskonałą tancerką.
- Och! - rumieniec pojawia się na policzku damy - To Pan jest świetnym tancerzem.
Wszyscy staruszkowie dzielnie wytrzymują cztery tańce. Kiedy czwarta piosenka dobiega końca jeden z muzyków mówi:
- Dziękujemy. Zapraszamy na krótką przerwę, już za kilka minut wracamy. - i schodzą ze sceny. 
W Teatralnej rytm wieczoru to cztery kawałki tańczone, dziesięć do piętnastu minut przerwy. W tym czasie wszystkie pary wracają do stolików. Flirtują. Piją herbatę lub sączą czerwone wino. Napoje nie są drogie. Emerytura starczy na dwa kieliszki wino.

Z parkietu schodzą dwie pary. Panowie około czterdziestki. Jedna z kobiet wygląda na bliską czterdziestu lat, drugiej uroda nie pozwala ocenić wieku, prawdopodobnie jest młodsza. Ubrana w jasną bluzkę z dekoltem, jeasową mini spódniczkę i kozaki na niewysokim obcasie. Stój wygląda dość tandetnie. Kobieta chciała wyglądać atrakcyjnie, jednak coś w tym zestawie jest kiczowatego. Mężczyźni to koledzy, i kobiety znały się prędzej. Rozmawiają wszyscy razem. Uśmiechają się. Nagle niegustownie ubrana kobieta stanowczym, podniesionym głosem mówi:
- Co poradzę na to, że nie pasuje mi Twoja morda! Nie chce mi się na nią gapić!
Mężczyznę zamurowało. Kobieta kontynuuje:
- Nikt nie każe Cie siedzieć przy moim stoliku. Spieprzaj stąd. Nie chcę Cię widzieć.
Mężczyźni bez słowa wstają. Wymieniają tylko spojrzenia między sobą.

W tym samych czasie dwóch dresiarzy nadal bacznie obserwuje gości. Wymieniają uśmiechy miedzy sobą. Co takie zakapiory robią na dancingu dla kuracjuszy? Kogo obserwują. Owszem, niektóre Panie wystroiły się jak na sylwestra! Niektóre Panie ubrały się wyzywająco! Jednak te Panie są w wieku ich matek, a te skromniejsze w wieku ich babek! Co te dwa typy robią w Teatralnej. Kogo obserwują. Jak ktoś kto zamiast garnitury w szafie ma czarny dres w białymi paskami mógł wejść do miejsca, którego nazwa pochodzi od Teatru! Przecież oni nawet nie wiedzą co to teatr! Muzyce wrócili na scenę. Słychać pierwsze takty. Dresiarze wstają. Uśmiechają się do siebie. Tańczą. Nie proszą nikogo do tańca. Odrywają na przemian stopy od ziemi. Ich ręce do chwile zmieniają układ, zaczynają od groźnych min i gestów niczym z teledysku 50 centa, aby za chwile bezładu i składu machać rękoma w nieokreślonym kierunku i nagle, ręce kierują do góry i udają się wkręcają żarówki. Dobrze się bawią. Na parkiecie pojawia się młoda dziewczyna, około dwudziestu lat. Tańczy jakby była w transie. Bije od niej szczęście. Dziewczyna zdecydowanie posiada poczucie rytmu. Podskakuje jakby miała sprężyny w nogach. Ubrana w biało - czerwoną tunikę, czarne leginsy i balerinki. Przyszła sama. Tańczy sama. Nie szuka wzrokiem towarzystwa. Jest sama ze sobą. Same ze swoim tańcem. Jest szczęśliwa. Dresiarze nie zwracają na nią uwagi. Czasem zawieszają wzrok, na którejś z kobiet, po czym wymieniają miedzy sobą kilka słów. I znów się uśmiechają. Ich twarze mimo uśmiechu pozbawione są emocji. Czy te uśmiechy są szydercze czy pełne sympatii? Mężczyźni powoli piją drinki. Nie upijają się. Często tańczą. Rzadko kiedy siedzą kiedy orkiestra jest na scenie. Zdają się być zadowoleni. Co oni tu robią?

Disco Polo. To po co przyszli dresiarze. To po to przyszła młode dziewczyna. Te beaty ich wciągają. Tych dwóch zakapiorów nie przyszło okraść wracających wieczorem emerytów do domu. Nie przyszli zaczepiać podstarzałych bawiących się na parkiecie kobiet. Nie przyszli z ich drwić. Podziwiają jak prowokujące Panie się bawią. Oni też przyszli do teatralnej tańczyć! W końcu to sobotni wieczór!



Sanatorium - czy ja tu głoduję?














Czas na podsumowanie stołówki. I tu powinnam rozpisać się, jak to głoduje, jedzenie jest bez smaku, a Pani z kuchni mówią, że skoro jestem na diecie to mój problem. Nic z tych rzeczy nie miało miejsca! Już w poniedziałek wieczorek, kiedy spóźniłam się na kolacje przywitała mnie uśmiechnięta Kelnerka, kiedy powiedziałam czego nie jadam, powiedziała, że z kolacją będzie problem ale od rana będzie Pani Kierownik, której muszę wszystko powiedzieć i z pewnością głodna chodzić nie będę. Nie skłamała!
 :-)










Nie chodzę najedzona, tylko przejedzona - kumuluje się tu łakomstwo i czasem kiedy już jestem bardziej niż najedzona i tak głupio mi zostawić pół obiadu. To trochę jak z wizytą w cioci, wiem - skoro stara się by wszystko było smaczne, po prostu w połowie posiłku nie można powiedzieć "Dziękuję, więcej nie zjem". Ten sam odruch mam tu podczas posiłków, są smaczne, różnicowane - codziennie danie nie powtarzają się a w moim przypadku faktycznie zawsze dostaję tylko i wyłącznie to co mogę jeść, więc nie ładnie było by zostawić połowę porcji. Zaznaczam, że sanatorium z założenia nie jest nakierunkowane na osoby z celiakią.

Jak widać zjadam wszystko - więc jedzenie jest smaczne :-)

Jestem tu od tygodnia i w tym czasie kupiłam tylko grejfrut, granat i monte - nie z głodu :-)






Zdjęcia na stołówce robiłam z piątek, tak więc na obiad była ryba...







Jak widać na fotografiach codziennie obiad składa się z dwóch dań. Zupę często Pani muszą przygotować dla mnie osobno, ze względu na makaron (ja dostaję ryżowy) lub przez zabielanie.

Prawie zawsze są dwie różne surówki lub surówka plus gotowane warzywa. W piątek dostałam gotowaną marchewkę i wie surówki, ziemniaki i pieczony filet z ryby.




Aby relacja była pełna - nie mogę pominąć kolacji :-)

Powiedziałam Pani Kierownik, że nie jem wędlin tzn. czasem jem, ale nie mogę oczekiwać, że specjalnie dla mnie będzie sprowadzana bezglutenowe szynka lub kiełbasa... Tak, więc zawszę dostaję gotowane mięsa do kanapek :-)



Obowiązkowa owoc do śniadanie i kolacji :-)







Panie z kuchni i stołówki zasługują na wielkie wielkie podziękowania! :-)

czwartek, 1 listopada 2012

Let's talk about it... (no. 1) - rozmowa z mgr inż. Magdalena Golińcza, dietetyk z poradni „Prodiet”




Zapraszam na pierwszą odsłonę rozmowy ze specjalistą.

Potrzebnym specjalistą w kwestii różnorakich diet jest oczywiście dietetyk - mnie oraz moich czytelników edukować będzie mgr inż. Magdalena Golińczak, dietetyk z poradni "Prodiet".

Serdecznie zapraszam do lektury i już zapowiadam kolejne rozmowy...




Rozmówmy się z Celiakią - o czym przede wszystkim powinna pamiętać osoba nietolerująca glutenu? Jak o siebie dbać?

Należy pamiętać, iż celiakia nie minie wraz z upływem lat. Zatem osoby z trwałą nietolerancją glutenu powinny stosować dietę bezglutenową przez całe życie. Jedynym sposobem na prawidłowe funkcjonowanie organizmu jest rezygnacja z produktów zawierających gluten. Osoby zdrowe również powinny mieć się na baczności, nie być obojętne na żadne symptomy, gdyż choroba może ujawnić się w każdym wieku. Bagatelizowana celiakia upośledza funkcjonowanie organizmu, stając się przyczyną wielu schorzeń, np. osteoporozy, bezpłodności, nowotworów przewodu pokarmowego czy zaburzeń psychicznych. Osoby z niezdiagnozowaną nietolerancją glutenu mogą przez wiele lat bezskutecznie leczyć się u specjalistów różnych dziedzin medycyny.


Czy to prawda, że nietolerancja glutenu często idzie w parze z nietolerancją laktozy?

Tak. W wyniku uszkodzenia kosmków jelitowych, u osób chorych na celiakię, dochodzi do niedoborów enzymów trawiennych – w tym laktazy. Laktaza (enzym niezbędny do strawienia laktozy) jest bardzo wrażliwa na toksyczne działanie glutenu na śluzówkę jelita. Nietolerancja laktozy jest częstym objawem osób świeżo zdiagnozowanych, lub nieprzestrzegających diety bezglutenowej. Stosowanie ścisłej diety bezglutenowej regeneruje kosmki jelitowe, co prowadzi do prawidłowej aktywności laktazy i innych enzymów rąbka szczoteczkowego.


Jeśli nie mogę jeść produktów zawierających gluten i laktozę – co wolno mi jeść? Co powinnam jeść, by żyć zdrowo?

W początkowym etapie choroby faktycznie, zalecana jest dieta bezglutenowa i bezmleczna. Z czasem dietą leczniczą pozostaje wyłącznie dieta bezglutenowa. Próbę wprowadzenia produktów mlecznych fermentowanych można podjąć po 3 miesiącach stosowania diety bezglutenowej.
Długotrwałe stosowanie diety bezmlecznej może doprowadzić do niedoborów wapnia, zwiększając tym samym ryzyko osteoporozy. Stosując dietę bezglutenową i bezmleczną należy prawidłowo bilansować jadłospis. Źródłem wapnia, poza produktami mlecznymi są: konserwy rybne, jaja, nasiona roślin strączkowych, warzywa kapustne, gruboziarniste kasze, orzechy czy kakao. Warto wprowadzić produkty wzbogacone w wapń, gdyż przyswajalność wapnia z produktów poza mlecznych jest znacząco niższa. Z tego względu zalecana jest też suplementacja witaminą D.
U osób z celiakią stopień eliminacji mleka i przetworów mlecznych zależy od indywidualnej tolerancji pacjenta. W kolejnych etapach diety bezglutenowej, fermentowane produkty mleczne są przeważnie dobrze tolerowane. Kuchnia bezglutenowa jest zdrowa, kiedy spełnia wszystkie zasady racjonalnego żywienia. Produkty zawierając gluten, należy zastępować bezglutenowymi odpowiednikami. Produktami naturalnie bezglutenowymi są: ryż, gryka, kukurydza, ziemniaki, soja, proso, amarantu, tapioka, maniok, soczewica, fasola, sago, teff, oraz mięso, warzywa i owoce. Aby zapewnić odpowiedni bilans białka, witamin (szczególnie z grupy B) oraz minerałów, w diecie nie może zabraknąć różnego rodzaju ziaren. Szczególne miejsce w jadłospisie powinna zająć kasza gryczana, jaglana, niełuskany ryż czy wyroby z amarantusa. Zboża bezglutenowe powinny być w każdym posiłku. Dania należy posypywać orzechami, ziarnami sezamu, siemienia lnianego czy słonecznika. W ciągu dnia należy zjeść 3-5 porcji warzyw i owoców. Należy pamiętać o zdrowych tłuszczach roślinnych – dziennie 2 porcje (około 2 łyżek stołowych) – najlepszym wyborem są olej rzepakowy, olej lniany, oliwa z oliwek. Dwa do trzech razy w tygodniu na stole powinno zagościć mięso i jego przetwory, w pozostałe dni należy jeść dania z ryb i roślin strączkowych.

Co Pani sądzi o diecie wegetariańskiej stosowanej przez osobą z celiakią, która w dodatku nie przyswaja laktozy?

Praktykowanie diety wegetariańskiej wymaga sporej wiedzy i umiejętności w dobieraniu pokarmów i suplementacji. W przeciwnym wypadku może wywołać poważne zagrożenia zdrowotne. Mankamentem diety wegetariańskiej jest białko pochodzenia roślinnego, które charakteryzuje się niższą wartością biologiczną niż białko zwierzęce. Niekomplementarność aminokwasową białek roślinnych można zniwelować poprzez odpowiednie łączenie produktów roślinnych, lecz nie wyeliminuje to ryzyka niedoboru białkowego. Dieta wegetariańska niesie ze sobą ryzyko niedoboru żelaza, witaminy B12, kwasu foliowego, stwarzając tym samym idealne warunki dla anemii. Produkty roślinne charakteryzują się również niską biodostępnością składników mineralnych, wapnia, magnezu, żelaza, czy cynku.
Praktykowanie wegetarianizmu ma niewątpliwie równie dużo zalet, jednak przy chorobach związanych z celiakią i nietolerancją laktozy eliminacja produktów zwierzęcych, wydaje się być wysoce ryzykowna i wymaga stałego nadzoru lekarza.

EKSPERYMENT - odsłona no 2; co robię w sanatorium poza odpoczywaniem ;-)






Życie w sanatorium toczy się wolniej niż w zewnętrznym świecie. Trzeba wcześnie rano wstać, punktualnie stawiać się na posiłki... Z jednej strony nuda, ale z drugiej - zderzenie ludzi, różnych życiowych rzeczywistości - samotność kontra małżeństwa spacerujące pod rękę; schorowane kobiety kontra mężczyźni, którzy mimo chorób traktują turnus jak lecznicze wakacje, okazję do potańcówki i wieczornego drinka w pokoju...







Wczoraj podszedł do mnie z rana starszy Pan i spytał "Czy jedzie Pani na wycieczkę do Torunia", ja na to "Jeszcze nie wiem", na to on "Zamówiłem już dwa miejsca" po czym dalej "Czy po spacerze pójdziemy na kawę" i tak serdecznie się uśmiechną z takim pragnieniem towarzystwa... Na popołudniowy spacer po Ciechocinku poszła większość kuracjuszy. Pan Czesław - tak ma na imię Pan, który zagadną mnie o kawę oczywiście też poszedł na spacer. Podczas spaceru podszedł przypomnieć mi o kawie na koniec spaceru :-)


Poszliśmy w czworo, Pan Czesław, Janek, Wanda i ja. Troje moich kompanów piło herbatę, ja grzańca - przemarzłam podczas spaceru i musiałam się rozgrzać :-) Pan Czesław najstarszy z nas opowiadał kawały, to piękne jak pogodny może być starszy człowiek. Jego nastawienie do życia odzwierciedla jego twarz, nieustannie uśmiechnięta, z różowymi wypiekami na policzkach i świecącymi jasnymi oczyma :-) Ten pogodny, radosny człowiek, spragniony jest towarzystwa, kompana podczas spacerów. Spytał czy przyjdę na drinka. Powiedział, że wszyscy razem musimy pójść na tańce. Oczywiście zaproponował spacer na groby dnia następnego czyli dziś. Jego wnuczka jest nie wiele młodsza ode mnie, córka przyjechała do niego do domu, by go spakować do sanatorium, a by nie dźwigał walizki spakowała odzież w karton i wysłała pocztą... Pan Czesław jest niesamowitą osobą, tak pogodną, kiedy opowiada o córkach i wnukach - mówi o aniołach na ziemi :-) 


Innym uroczym zjawiskiem są starsze małżeństwa spacerujące za rękę i ich wzajemna troska o siebie. Gry słowne - kobieta woła z pokoju zabiegowego do męża "Kochanie, za 3 minutki już kończę a Ty idź na obiad ja dojdę" na to on "Nie mów mi co mam robić, poradzę sobie". Niby się kłócą. Droczą. Przekomarzają. Jednak razem przyjechali na wypoczynek. Tego samego dnia spacerują pod rękę... Magia jakaś...


I to małżeństwo w wieku... nie mam pojęcia jakim, chyba grubo po osiemdziesiątce... Mężczyzna ledwo chodzi, podpiera się laską, kobieta porusza się powoli ale stabilnie - zawsze ma siłę by wesprzeć męża, kiedy ten potknie się o własną nogę  ;-) 






Wróćmy do mojego kompana - Pana Czesława. Dziś rano zapukałam do jego pokoju, aby spytać, o której pójdziemy na cmentarz. Chciałam iść zobaczyć grobowiec rodziny Don Vasyla. Pan Czesław poinformował mnie, że już kupił bilety na "wieczorem zapoznawczy" i oczywiście zaprasza - też nie lubię chodzić na takie imprezy sama, więc się ucieszyłam z zaproszenia.





Po śniadaniu ruszyliśmy w stronę cmentarza. Grobowiec rodziny Don Vasyla znajduje się na cmentarzu komunalnym. Przy pierwszej alejce stoi wielki czarny grobowiec z napisem "GROBOWIEC RODZINNY - oby się nasze dusze po świecie nie szukały - mojej rodzinie Don Vasyl". Nie można przegapić grobowca, nie z powodu jego wielkości. Przy grobowcu stoi cała rodzina - kobiety, mężczyźni, dzieci. Rodzina wielopokoleniowa. Wszyscy są bardzo uroczyście ubrani, kobiety w futrach, mężczyźni w garniturach. Najstarsza z Pań to bardzo piękna kobieta, siedzi na krzesełku i obdarza wszystkich uśmiechem. Obok pomnika stoi nie wielki stolik, a na nim dwie szklanki, wódka, napój i półmisek z wędlinami. Kiedy podeszłam, aby zrobić zdjęcie Panowie od razu uśmiechnęli się do aparatu, zaproponowali wódkę. Z początku odmówiliśmy, jednak Vasylowie chyba zorientowali się, że się krępujemy i zaproponowali shota ponownie. Pan Czesław podjął męską decyzję - poprosił słabiutkiego drinka. To był dobry wybór od razu zrobiło się cieplej.

Rodzina Vasyla czuwa przy grobie cały dzień, z krótkimi przerwami, kiedy idą do domu zagrzać się, wypić herbatę i zjeść coś ciepłego...